Steve B STE
Home Page Nadesłane przeżycia (NDE) Napisz o swoim przeżyciu


Opisz Doświadczenie:

WSZYSTKO SPROWADZA SIĘ DO DOŚWIADCZENIA

Jakby wszystko, co opisałem w poprzednim rozdziale, nie było wystarczające, ten nieoczekiwany obrót wydarzeń sprawił również, że przez ten czas, który według moich szacunków trwał około piętnastu minut, odbyłem najbardziej niezwykłą podróż.

Przekroczyłem próg  do rzeczywistości następnego życia. W tym czasie ponownie zetknąłem się z głęboką wiedzą zdobytą dzięki zjawisku znanemu jako  doświadczenie z pogranicza śmierci, czyli NDE. Kiedy powróciłem do świata fizycznego, nastąpiła we mnie nagła, niewytłumaczalna i niemal przerażająca przemiana. Moje doświadczenie zdawało się otworzyć w moim umyśle zupełnie nowy wymiar, pozostawiając trwały ślad w postaci całkowicie odmiennego spojrzenia na życie i sposobu jego rozumienia. Świat fizyczny, w którym żyjemy, oraz niemal wszystko, co się w nim znajduje, stały się zupełnie inne niż przed tym zdarzeniem. To, co wcześniej było mi obce, stało się znajome, a to, co niegdyś było znajome, zaczęło wydawać się obce.

Jednak choć wszystko to może brzmieć wspaniale, wiązało się z kolejnym niepokojącym problemem, który w nadchodzących miesiącach miał wywołać jeszcze większy zamęt. Nie każdego dnia człowiek przeżywa  doświadczenie, które nagle zmienia tak wiele aspektów jego życia. W wyniku tej gwałtownej przemiany wszystko, w co nauczyłem się wierzyć i co sądziłem o życiu — zarówno w jego fizycznym, jak i duchowym wymiarze — w jednej chwili legło w gruzach. Myślę, że niemal każdy zgodziłby się, szczególnie osoby zajmujące się psychologią, iż sprawne porządkowanie informacji, a następnie ich właściwe i skuteczne przetwarzanie, prowadzące do ich zrozumienia, wymaga względnie zdrowego i sprawnie funkcjonującego umysłu. A właśnie pod tym względem, na skutek poważnego urazu, znajdowałem się w wyraźnie niekorzystnej sytuacji.

W konsekwencji, nieustannie dążąc do zrozumienia tego wszystkiego, musiałem przez około trzy lata mozolnie dochodzić do zdrowia, zanim mogłem zacząć porządkować poszczególne elementy i składać je w spójną całość. Mimo wszystko moja podróż okazała się najbardziej niezwykłą wyprawą mojego życia, co z czasem zacząłem sobie uświadamiać. Rzeczywiste przekroczenie cienkiej granicy oddzielającej nas od tamtej rzeczywistości, a następnie powrót, było doświadczeniem, które przyniosło mi głębokie zrozumienie. Ograniczenia ludzkiego języka sprawiają, że trudno mi opisać niektóre aspekty mojego NDE. To tak, jakbym powrócił z obcego kraju — miejsca, którego nikt z kręgu moich bliskich nigdy nie odwiedził — a następnie próbował wyjaśnić im, jak ono wygląda i czym naprawdę jest.

Wydaje się, że słowa mogą jedynie musnąć powierzchnię, gdy próbujemy opisać ten przejmujący cud. Być może jedynym sposobem, w jaki mógłbym pomóc komukolwiek pojąć choćby jego najbardziej podstawowy wymiar, jest spróbować namalować go słowami. Wyobraź sobie przez chwilę, jeśli potrafisz, miejsce całkowicie wolne od wszelkiej negatywności. Miejsce, w którym nie istnieją strach, niedostatek, trwoga, głód, chciwość, nienawiść, gniew, ból, uprzedzenia rasowe i religijne, zazdrość, choroby, zarazy, przemoc ani żadna inna możliwa forma ludzkiego cierpienia. Miejsce pełne absolutnej szczęśliwości i przepełnione harmonią, w którym istnieją jedynie bezwarunkowa miłość i pełne zrozumienie. Miejsce o tak niezwykłym blasku, bogactwie barw, pięknie i cudowności, że wymyka się ono ludzkiemu pojmowaniu. Początkowo wydaje się tak obce, że niemal budzi lęk, lecz w miarę dalszej podróży zaczyna być odczuwane jako coś niezwykle znajomego i wspaniałego. Nic nie jest tam niejasne ani ukryte. Wszędzie obecne są nieskończona mądrość i wiedza. Bariery i ograniczenia tego fizycznego świata po prostu nie istnieją. Nie ma tam żadnej miary czasu, przemijających dni ani sekund, minut czy godzin odmierzanych przez zegar. Wszystko jest doskonałe i wszystko nabiera doskonałego sensu. To miejsce, które z czasem zacząłem nazywać „domem”. Czy potrafisz je sobie wyobrazić? Och, do dziś przechodzi mnie dreszcz na samą myśl o nim.

Choć wcale nie zamierzałem znaleźć się w tym cudownym miejscu, kiedy już tam trafiłem i uświadomiłem sobie, co się dzieje, nie chciałem odchodzić. Nie chciałem wracać do tego świata, pełnego chaosu i niepokoju, jednak decyzja nie należała do mnie. Wbrew mojemu silnemu pragnieniu pozostania w tym wspaniałym miejscu przekazano mi, że nie mogę tam zostać. Problem stanowiło to, co w świecie fizycznym nazywamy „ego”, oraz jego niezdolność do odpuszczenia. Poza tym na ziemi wciąż czekały na mnie niedokończone sprawy. Miałem jeszcze wiele doświadczyć — wiele osiągnąć — wiele nauczyć mojego syna — wiele nauczyć się od samego życia, a także wyjaśnić, jak naprawdę wyglądały pewne wydarzenia. I tak w jednej chwili znalazłem się w kolejnej niewyobrażalnej podróży. Otuliła mnie warstwa ciepła, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem — niczym koc utkany z potężnej miłości — po czym zostałem porwany przez wir przepięknych barw, które krążyły wokół mnie, gdy z niewiarygodną prędkością opadałem spiralnie w dół, aż nagle — bach!

Z ogromną siłą zostałem wtłoczony z powrotem do swojego fizycznego ciała. Wciąż pamiętam ten nagły wstrząs oraz rozdzierający ból, który natychmiast ogarnął całe moje ciało. Czułem, jak życiodajna krew gwałtownie napływa mi do głowy. Pamiętam też ten pierwszy, bezcenny haust powietrza, gdy z trudem próbowałem oddychać przez rurkę wprowadzoną do dróg oddechowych przez przełyk. Później wszystko to bardzo mnie zastanawiało. Jak to możliwe, że potrafiłem tak wyraźnie przypomnieć sobie swoje doświadczenie oraz inne szczegóły sprzed zdarzenia i z chwil następujących bezpośrednio po nim, a jednocześnie miałem tak ogromne trudności z zapamiętywaniem nowych informacji? Jedynym wiarygodnym wyjaśnieniem, do jakiego udało mi się dojść na podstawie samodzielnie przeprowadzonych, rozległych poszukiwań, było niedotlenienie mózgu, którego skutki zostały później dodatkowo nasilone przez PTSD, czyli zespół stresu pourazowego.

Tak czy inaczej, moja życiowa misja nie została jeszcze wypełniona i otrzymałem możliwość powrotu do tego świata, aby zrealizować cel swojego życia. Częścią tego zadania jest wyjaśnienie wszelkich nieporozumień związanych z przekonaniem, że doszło do próby samobójczej. Przyznaję jednak otwarcie, że pośród całego zamętu, który nastąpił później i został spotęgowany przez doznaną traumę fizyczną i emocjonalną, zacząłem tęsknić za powrotem do tamtego cudownego miejsca. W pewnym momencie posunąłem się nawet do tego, że miałem nadzieję, pragnąłem i modliłem się, aby spotkało mnie jakieś tragiczne zdarzenie lub choroba, które zabrałyby mnie do domu. Choć chwilami pragnienie to było niezwykle silne, dzięki wytrwałości, uzdrawiającemu działaniu czasu oraz miłości Boga i mojego syna tęsknota za powrotem w końcu osłabła. Mimo że niemal całkowicie zanikła, życie wcale nie stało się przez to łatwiejsze — i nie zamierzam za to przepraszać. Po ponownym zetknięciu się z tamtą stroną bardzo trudno było mi przystosować się do realiów i zasad panujących w tym świecie. Dlatego, choć wielu osobom w moim życiu mogło być trudno to zrozumieć, musiałem od nowa nauczyć się tutaj żyć i funkcjonować. Pod pewnymi względami czułem się jak dziecko uwięzione w ciele dorosłego człowieka, które musi ponownie przejść przez cały proces dorastania.

Muszę przyznać, że całe to doświadczenie, które odmieniło moje życie, miało słodko-gorzki charakter, jednak w gruncie rzeczy cieszę się, że do niego doszło. Moje życie wzbogaciło się na tak wiele wspaniałych sposobów, mimo że utraciłem przychylność ludzi, których kochałem i bardzo ceniłem. Poza tym przeszłość na zawsze pozostanie przeszłością, ponieważ nie da się cofnąć czasu ani napisać historii od nowa. Wszystko to jest już po prostu częścią mojego życiowego doświadczenia, a zatem stało się jednym ze wspomnień mojego życia. A tak przy okazji — prawda jest taka, że wspomnienia stanowią integralną część Wielkiego Planu tego życia i służą bardzo ważnemu celowi.

Nieraz słyszałem, że doświadczenie bywa najlepszym nauczycielem. Muszę jednak powiedzieć, że w świetle mojego nowego rozumienia samego pojęcia „doświadczenie” to właśnie doświadczenie z pogranicza śmierci okazało się dla mnie nauczycielem najważniejszym. Dlatego, ryzykując, że zostanę obarczony jeszcze jedną czy dwiema etykietami, czuję pewien obowiązek podzielenia się podstawowym przesłaniem swojej podróży. Zanim jednak to zrobię, chciałbym wyjaśnić kilka bardzo ważnych kwestii. Przede wszystkim nie zamierzam wpływać na sposób myślenia innych ludzi. Nie taki jest mój cel. Głęboko wierzę jednak, że niektórzy zrozumieją te słowa, odnajdą w nich znaczenie, a być może nawet dostrzegą w nich coś bliskiego własnym przeżyciom. Z drugiej strony będą również tacy, którzy ich nie zrozumieją i nie będą chcieli zrozumieć. Znajdą się też osoby na tyle otwarte, że moje doświadczenie skłoni je do głębszej refleksji. Ci, którzy odnajdą w nim sens — czy to dzięki łasce Boga, cudom współczesnej medycyny, czy połączeniu jednego i drugiego — być może sami odbyli własną niezwykłą podróż. Możliwe też, że przeżyli jakieś doświadczenie transcendentalne, z którym potrafią utożsamić moje słowa. W takim przypadku mogą mieć pewne pojęcie o tym, o czym mówię.

Życie jest po prostu ciągiem doświadczeń, które w dużej mierze wynikają z dokonywanych przez nas wyborów, oraz zgromadzonych wspólnie wspomnień czy danych, będących ich następstwem. Gdy naprawdę się zatrzymamy i pomyślimy o życiu w jego najprostszej postaci, co właściwie robimy każdego dnia poza tworzeniem i gromadzeniem wspomnień lub informacji? Spójrzmy prawdzie w oczy: kiedy nasze życie dobiega końca, najcenniejszymi rzeczami, jakie po sobie pozostawiamy, nie są dobra materialne zgromadzone w ciągu całego życia, nasze osiągnięcia ani nawet wkład, jaki wnieśliśmy w społeczeństwo. Ważniejszy od tego wszystkiego jest ślad, jaki pozostawiliśmy w życiu członków rodziny i bliskich, ludzi, którzy pojawiali się w naszym życiu i z niego odchodzili, a także tych, z którymi nasze drogi zetknęły się choćby na krótko. Pozostawiamy im skarby o wiele cenniejsze niż złoto, srebro czy jakiekolwiek inne dobra materialne — pozostawiamy im wspomnienia i doświadczenia.A zatem ci, którzy niczego z tego nie rozumieją — być może dlatego, że tak mocno trzymacie się własnego systemu przekonań, iż nie pozwala wam on wyjść myślami poza jego granice…

Albo być może straciliście z oczu szerszą perspektywę i tak bardzo przywykliście do zasad tego fizycznego świata — cóż, mogę jedynie powiedzieć: dobrze dla was. Moja rada — która może, lecz nie musi, wydać się wam sensowna — brzmi: trzymajcie się swojego sposobu myślenia, ponieważ on również stanowi część waszego własnego, niepowtarzalnego doświadczenia, a mnie nawet nie przyszłoby do głowy, aby próbować go zmieniać. I wreszcie, jeśli skłoniłem kogoś do — jak to się mówi — „wyjścia poza utarte schematy”, głęboko wierzę, że gdy pojawi się silna potrzeba dokonania zmian we własnym systemie przekonań, podejmiecie wszelkie niezbędne kroki.

Chciałbym również jasno zaznaczyć, że w żadnym razie nie uważam się za autorytet w kwestii tego, co dzieje się z nami po opuszczeniu tego świata. Moim zdaniem jedynymi prawdziwymi autorytetami są ci, którzy przekroczyli ten próg i nie powrócili już do doświadczenia swojego obecnego życia. Mogę jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, że przeżyłem coś, co było i nadal pozostaje dla mnie całkowicie realne — doświadczenie, które chwilami wydaje się bardziej rzeczywiste niż samo życie w świecie fizycznym. Przekroczyłem tę niezwykle cienką granicę oddzielającą nas od tamtego świata, a następnie powróciłem. Jednak sam fakt, że znalazłem się po tamtej stronie, a potem wróciłem, nie oznacza, że powróciłem taki sam, jakim przyszedłem na ten świat — ślepy. Raz jeszcze zwracam się do tych z was, którzy przeżyli własne doświadczenie: myślę, że możecie wiedzieć, o czym mówię. Tych zaś, którzy go nie mieli, pragnę zapewnić, że to zupełnie w porządku. Proszę zatem pozostać na miejscach, ustawić oparcia foteli w pozycji pionowej i upewnić się, że są zablokowane, zapiąć pasy oraz zgasić wszelkie wyroby tytoniowe. Jesteśmy gotowi do startu — a więc zaczynajmy.

Z tego świata zabieramy ze sobą do "domu" całe doświadczenie naszego życia, zapisane w postaci życiowych danych lub wspomnień. Przypomina to samolot odrzutowy wyposażony w rejestrator parametrów lotu, powszechnie nazywany czarną skrzynką. Choć wszystko to może brzmieć niedorzecznie, każdy z nas ma na pokładzie własną małą czarną skrzynkę. Nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi, od chwili narodzin zaczynamy tworzyć, rejestrować i przechowywać wspomnienia, czyli dane dotyczące naszego życia — aż po najdrobniejsze i najbardziej złożone szczegóły. Istnieją jednak dwa rodzaje pamięci. Pierwszym jest pamięć fizyczna — z natury subiektywna, a niekiedy nawet zawodna — której zadaniem jest pomagać nam w codziennym życiu. Drugim rodzajem jest pamięć wewnętrzna — absolutna, niezmienna i niezawodna — która zapisuje wszystkie informacje dotyczące naszego życiowego doświadczenia dokładnie w chwili, gdy ono się wydarza. Dodam również, że rejestruje je niezwykle szczegółowo i z wielu różnych perspektyw emocjonalnych.

Ze wspomnieniami lub życiowymi danymi związane są również odpowiadające im energie, które mogą być pozytywne, negatywne, a w niektórych przypadkach neutralne. Trudno mi to wyjaśnić, ponieważ pewnych elementów nie potrafię wyrazić słowami, ale postaram się jak najlepiej przedstawić podstawowe założenie. Istnieje Wielki Plan dotyczący tego świata i tego życia. Jego część rozpoczyna się od aktu wolnej woli dokonanego w miejscu, które z tak wielkim naciskiem określa się mianem „tamtej strony”. Mówiąc najprościej, narodziny w tym fizycznym świecie są w rzeczywistości wyborem, którego dokonujemy po tamtej stronie. To my decydujemy się przyjść na ten świat, a czynimy to po to, by doświadczyć wielu rzeczy, które nie istnieją w naszym „domu”. Być może pamiętacie, że wcześniej wspominałem o miejscu, w którym wszystko jest doskonałe — miejscu po tamtej stronie, które nazywam „domem”. Ponieważ wszystko jest tam doskonałe, my również jesteśmy doskonali, choć w różnym stopniu. Nie oznacza to jednak, że ktokolwiek z nas jest w jakikolwiek sposób niedoskonały — po prostu każdy z nas znajduje się na innym poziomie doskonałości.

Dlatego też, aby wzbogacić naszą najwyższą formę energii — czyli nasze dusze — i stawać się coraz doskonalszymi, innymi słowy dojrzewać do wyższego poziomu doskonałości, musimy najpierw doświadczyć wielu aspektów niedoskonałości. Możemy tego dokonać jedynie poprzez poznanie, czym jest niedoskonałość i na czym polegają wszystkie związane z nią doświadczenia. W tym przypadku jedynym sposobem, by jej doświadczyć, jest podjęcie decyzji o wcieleniu się i przyjściu do niedoskonałego świata. Wbrew temu, w co wcześniej wierzyłem — że mamy tylko jedną szansę na życie w tym świecie — wiem teraz, że możemy decydować się na to wielokrotnie. Raz za razem wybieramy przyjście do żywego, mechanicznego świata, który został celowo zaprojektowany i stworzony jako niedoskonały, aby umożliwić rozwój duszy, istoty, energii duchowej czy jakkolwiek zechcemy to nazwać. Można więc paradoksalnie powiedzieć, że gniew, nienawiść, chciwość, zazdrość oraz wszystkie inne formy ludzkiego cierpienia zostały stworzone w tym świecie wyłącznie dla naszego dobra, ponieważ nie istnieją w naszym „domu”.

Życie fizyczne jest niczym innym jak doświadczeniem niezliczonych rzeczy, które nie istnieją po tamtej stronie, a służą rozwojowi i dojrzewaniu duszy. W swojej istocie życie jest doświadczeniem, dzięki któremu uczymy się, nauczamy innych i wzrastamy. Biorąc to pod uwagę oraz pamiętając, że istnieje Wielki Plan tego życia, Miłość jest jednym z jego najważniejszych elementów — doskonałym i, w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, nierozerwalnie związanym z całym stworzeniem. Miłość nie jest jedynie słowem. Nie jest też wyłącznie uczuciem, emocją ani stanem istnienia. Miłość stanowi część samej naszej egzystencji. Kiedy więc decydujemy się przyjść na ten świat, w najgłębszej istocie naszego istnienia zostajemy otoczeni Miłością, aby pomagała nam w zmaganiach z życiem w tak niedoskonałym miejscu. Podczas naszych kolejnych wędrówek przez ten świat nieuchronnie napotykamy przeznaczone nam trudności, przeciwności oraz chwile rozpaczy, które mogą sprawić, że poczujemy, iż zawiedliśmy albo skrzywdziliśmy Boga, samych siebie czy drugiego człowieka. Możemy również czuć się zagubieni, opuszczeni, źle potraktowani lub zdradzeni przez innych. Jednak właśnie w takich chwilach, gdy wszystko może wydawać się pozbawione nadziei, możemy być pewni, że Miłość nigdy nie zawodzi.

Miłość JEDNOŚCI nigdy nie zawodzi, a my wszyscy stanowimy integralną część tej jednej Miłości. W mechanicznym świecie stworzonym tak, by nieustannie się zmieniał — co stanowi element planu służącego rozwojowi poprzez doświadczenie — w świecie ogarniętym narastającą nienawiścią i przemocą, który może wydawać się całkowicie pozbawiony Miłości, po zakończeniu naszego doświadczenia czeka na nas prawdziwy dom. Najpierw jednak musimy przekroczyć niezwykle cienką granicę, której wielu ludzi — w tym także ja przed 12 maja 1998 roku — obawia się z powodu niepewności. Ta cienka granica, którą nazywamy śmiercią, jest jedynie kolejną częścią Wielkiego Planu. Została ustanowiona po to, by zakończyć nasze doświadczenie i umożliwić nam rozpoczęcie podróży do domu wraz ze wszystkimi zgromadzonymi danymi naszego życia. Kiedy oddzielamy się od tego fizycznego świata, zabierając ze sobą całe doświadczenie naszego życia, rozpoczynamy podróż powrotną.

Proces ten obejmuje coś, co nazywam „fazami przejściowymi”. Pierwszą z nich było dla mnie uświadomienie sobie, że nie żyję już w wymiarze fizycznym. Na początku nie zdawałem sobie jeszcze w pełni sprawy, że oddzieliłem się od świata fizycznego, i nadal pozostawałem stosunkowo silnie związany z zasadami i uwarunkowaniami mojego ziemskiego życia. Cała zdobyta przeze mnie wiedza, a także wszystkie emocjonalne energie i przywiązania, które nagromadziłem w ciągu życia — zarówno pozytywne, jak i negatywne — pozostały ze mną i nadal wiązały mnie z tym światem. Początkowo ta pierwsza faza była nieco przerażająca, ponieważ wszystko wokół wydawało mi się dziwne i nieznajome.

Mimo to, gdy po przejściu przez długi, ciemny tunel znalazłem się w tym miejscu, moją pierwszą myślą było, że albo śnię jakiś niezwykle realistyczny sen, albo rzeczywiście trafiłem do piekła. Po chwili dotarło jednak do mnie, że to nie może być sen. Tuż przed wciągnięciem mnie do tunelu przez krótką chwilę zobaczyłem kogoś, kogo zawsze rozpoznawałem jako siebie — moje fizyczne ciało odziane w zwykły niebieski szpitalny strój, a obok moją partnerkę, która biegała wokół w histerii. W powietrzu unosił się również ostry, nieprzyjemny zapach kału. To mnie zastanowiło — potrafiłem czuć zapachy. Nie przypominałem sobie, abym kiedykolwiek wcześniej czuł cokolwiek we śnie, co było kolejną wskazówką, że nie jest to jedynie sen.

Mimo to, kiedy znalazłem się w oświetlonej przestrzeni, zobaczyłem wiele istot, które wydały mi się tajemnicze i niezwykle dziwne - błąkały się wokół. Niektóre śmiały się i chichotały, podczas gdy inne płakały, jęczały, zawodziły lub wydawały osobliwe dźwięki. W jakiś sposób odniosłem wrażenie, że większość z nich, jeśli nie wszystkie, była dręczona — albo przez samych siebie, albo przez jakąś zewnętrzną siłę. Usłyszałem również niezwykle urzekającą, wręcz hipnotyzującą muzykę. Była to jakaś osobliwa melodia, grana na instrumencie, którego z całą pewnością nigdy wcześniej nie słyszałem w swoim obecnym życiu.

Pośród otoczenia, które odbierałem jako przypominające piekło, nagle znalazłem się w towarzystwie istot, które szybko rozpoznałem jako wyższe formy energii. Te wspaniałe formy energii bardzo różniły się od tych, które napotkałem na początku. Były niezwykle jasne i promieniujące, w przeciwieństwie do pozostałych istot, które miały bardziej posępny, cielesny wygląd oraz zniekształcone ludzkie rysy twarzy. Starałem się skupiać uwagę na tych wyższych formach energii ze względu na emanujące z nich Miłość, moc i ciepło. Tamte istoty wydawały się natomiast zimne i przerażające. Jednak świadomość ich obecności sprawiała, że trudno było mi od czasu do czasu nie spojrzeć w ich stronę.

Zauważyłem, że jedna z tych wyższych energii wyraźnie wyróżniała się spośród pozostałych. Wydawała się potężniejsza. Była nie tylko większa, ale również Miłość i ciepło, które od niej odczuwałem, miały znacznie większą siłę. Tak, właśnie — czułem. I to jak bardzo! Nigdy wcześniej nie czułem się tak pełen życia, a jednocześnie tak bardzo nie na swoim miejscu. Ich połączony blask przenikał mnie w sposób, którego nie potrafię opisać. Była to czysta szczęśliwość. W miarę jak to się działo, w ich obecności zaczynałem odczuwać przyjemne ciepło i spokój. Niemal natychmiast ogarnęło mnie głębokie poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu mogłem się rozluźnić i bardziej na nich otworzyć. Odwrócili się ode mnie i zaczęli powoli iść, a ja w jakiś sposób wiedziałem, że powinienem podążyć za nimi.

Otaczała nas ciemność, rozświetlana jedynie migotliwymi punktami, które przypominały odległe światła pochodni. Nie mogły się one jednak równać z blaskiem tych wspaniałych energii. Ich promieniowanie oświetlało drogę, gdy prowadziły mnie przez miejsce przypominające piaszczystą plażę, obmywaną od czasu do czasu przez ciemną, mętną wodę. Nagle się zatrzymali, a ta potężniejsza energia zbliżyła się do mnie i przemówiła — lecz nie za pomocą słów. Wtedy nagle zdałem sobie sprawę, że nie znajduję się już w swoim fizycznym ciele. Wydawało się, że wszystkie moje zmysły nadal działają, ale nie było niczego, czego mógłbym dotknąć. Czułem zapachy, choć nie oddychałem — powietrze nie było mi potrzebne. Słyszałem, chociaż nie rozlegały się żadne dźwięki ani wypowiadane słowa. Postrzegałem siebie jako posiadającego jakąś formę lub ciało, lecz nie mogłem wyczuć niczego namacalnego — skóry, włosów ani niczego innego, co jesteśmy w stanie odczuwać w postaci fizycznej. Istniałem jedynie jako moja najprawdziwsza, choć jeszcze nie najczystsza forma świadomej energii. I to właśnie oczami tej świadomej energii widziałem i doświadczałem wszystkiego, co się wokół mnie działo.

Uświadomienie sobie tego wszystkiego nie było już tak przerażające, ponieważ wszystko zaczynało wydawać się tak znajome i cudowne. Mimo że byłem pochłonięty odkryciem, iż nie znajduję się już w fizycznej postaci, nadal potrafiłem zrozumieć przesłanie, które przekazywała mi ta wyższa energia. On lub ona musiał wyczuć, że boję się pozostałych, dlatego otrzymałem wiadomość, że nie powinienem się ich obawiać — nie stanowili dla mnie żadnego zagrożenia. Oni, podobnie jak ja, opuścili nasz fizyczny świat i przeszli na drugą stronę. Jednak przez swoją nieświadomość i odmowę uwolnienia się od negatywnych emocji, energii związanych z fizycznością oraz przywiązania do ziemskiego świata nie mogli podążyć dalej. Innymi słowy, korzystając z własnej wolnej woli, nie chcieli zerwać więzów, które trzymały ich przy tym świecie. W konsekwencji musieli pozostać w miejscu, które niektórzy nazywają „piekłem”, dopóki nie uporają się z tym, co ich powstrzymuje, i nie zgodzą się tego uwolnić.

Być może powinienem wyjaśnić to nieco dokładniej. Wszystko w naszym świecie, podobnie jak wszystko po drugiej stronie, jest w istocie formą tego, co nazywamy „energią”. Nawet przedmioty nieożywione w naszym świecie mają własną formę energii, tyle że na różnych poziomach wibracji. Ponieważ energia jest niezbędna do istnienia praktycznie wszystkiego w naszym świecie, część naszej własnej energii wkładamy również w nasze uczucia i emocje. Nienawiść, gniew, egocentryzm, obsesje i tym podobne pochłaniają ogromne ilości naszej osobistej energii. Podobnie jest z fizycznymi i psychicznymi uzależnieniami oraz przywiązaniami związanymi z tymi negatywnymi stanami. Jeżeli nie uporamy się z tymi negatywnymi energiami w odpowiedni sposób przed odejściem z fizycznego świata, pozostają one z nami — tak samo jak energie pozytywne — podczas naszej podróży do domu.

Zanim jednak dotrzemy do naszego ostatecznego celu, zarówno to, co pozytywne, jak i to, co negatywne, musi zostać najpierw poddane ocenie i odpowiednio przepracowane. Trzeba wyciągnąć z tego wiedzę lub lekcję, a następnie uwolnić się od samej negatywnej energii i ją odrzucić. Dalej może podążyć jedynie najczystsza, najbardziej pozytywna forma energii. Jeśli z jakiegokolwiek powodu dana istota odmawia porzucenia czegoś negatywnego albo czegoś, czego nie można zabrać ze sobą do domu, wówczas nie może „przejść przez Start i pobrać 200 dolarów” — jak w grze Monopoly. Od wieków krąży pewien mit i, dla jasności, sam kiedyś w niego wierzyłem. Mówi on, że jeśli nie będziemy grzecznymi, dobrymi ludźmi, nie będziemy przestrzegać słowa Bożego i szukać zbawienia, to po śmierci Bóg skaże nas na wieczne piekło i potępienie. Wbrew temu bardzo rozpowszechnionemu przekonaniu to nie cudowny i kochający Bóg nas potępia. To raczej my sami, korzystając z własnej wolnej woli, dokonujemy wyboru, który — w pewnym sensie — prowadzi do naszego własnego potępienia. Wolna wola jest niezwykle ważnym i niezbędnym elementem, który zawsze będziemy posiadać, niezależnie od tego, po której stronie się znajdujemy.

Kolejnym etapem było dla mnie  to, co nazywam fazą refleksji i ponownego ukierunkowania. W tej fazie ciemność szybko zniknęła, a przede mną pojawił się najpiękniejszy ocean mieniący się wieloma różnymi barwami, które wirowały, gdy fale przypływu rozlewały się po brzegu. Niebo również zdawało się wirować niezliczonymi kolorami, piękniejszymi, niż kiedykolwiek potrafiłbym sobie wyobrazić. To właśnie tam miałem ujawnić wszystkie informacje dotyczące mojego życia, które przyniosłem ze sobą. Każdy aspekt każdego doświadczenia, jakie wydarzyło się od chwili moich narodzin aż do momentu opuszczenia tego świata, został ukazany przede mną w formie swoistego przeglądu mojego życia. Jeszcze bardziej niezwykłe było to, że wydarzeniom obejmującym w naszym linearnym pojmowaniu czasu niemal cztery dekady towarzyszyły również emocje i perspektywa wszystkich osób uczestniczących w każdym, nawet najmniejszym epizodzie mojego życia. Wszystko było niezwykle wyraźne. Sam byłem swoim krytykiem i sam dokonywałem oceny własnego postępowania. Widziałem wiele sytuacji, które napełniały mnie radością i szczęściem, ponieważ w pozytywny sposób wpłynąłem na czyjeś życie — pomogłem komuś w potrzebie, podniosłem kogoś na duchu, zamieniłem czyjś smutek w uśmiech albo sprawiłem, że ktoś się roześmiał, choć wcześniej chciało mu się płakać.

Jednak pomiędzy tymi pozytywnymi chwilami pojawiało się również wiele takich, które napełniały mnie głębokim żalem, wstydem i smutkiem z powodu negatywnego wpływu, jaki wywarłem na życie innych ludzi. Przysporzyłem im tak wiele niepotrzebnego bólu, konfliktów i cierpienia, a choć bardzo chciałem, nie mogłem już zmienić tego, co się wydarzyło. Widziałem wszystko ich oczami. Czułem ich ból i emocje, doświadczałem tego, czego oni sami doświadczyli. Z tego powodu zacząłem bardzo surowo siebie osądzać, czując do siebie pogardę za to, że dopuściłem się tak strasznych rzeczy. Część mnie chciała uciec i gdzieś się ukryć, ale nie mogłem — nie było żadnej drogi ucieczki. Jednocześnie jakaś wyższa część mnie czuła, że muszę iść dalej i wyciągnąć z tego wszystkiego naukę. W jakiś sposób wiedziałem, że tak będzie najlepiej. Kiedy jednak przede mną rozegrał się wielki finał tego przeglądu, nie znajduję słów, by opisać, co czułem pod jego koniec, gdy obraz zaczął stopniowo przygasać. W miarę jak stawał się coraz mniej wyraźny, zobaczyłem przed sobą martwe ciało mężczyzny, którego życie dobiegło końca, gdy jego świadomość przepełniały gniew, uraza i gorycz z powodu wszystkiego, co wydarzyło się na krótko przed jego odejściem.

A tym człowiekiem w zwierciadle byłem ja.

W przeciwieństwie do ogromnej ilości miłości, czyli pozytywnej energii, którą niosłem w sobie dla mojego syna, jego matki i wszystkich innych bliskich mi osób, miałem w sobie również całą negatywną energię, jaką włożyłem w sytuację, która wydarzyła się krótko przed moim odejściem. Ponieważ nadal pozostawałem podatny na wpływ ziemskiego świata, zarówno miłość, jak i gniew wciąż narastały. Gniew był niezwykle silny i coraz bardziej kierował się przeciwko mnie samemu, ponieważ zdawałem sobie sprawę z piętna, jakie osobiście miałem pozostawić na jednej wyjątkowej osobie — moim synu. Wszystko to miało się wydarzyć w wyniku moich własnych działań. Ponieważ był to dopiero drugi etap, nadal pozostawałem bardzo silnie związany z fizycznym światem poprzez więzi emocjonalne, przede wszystkim z moim synem i jego matką. Wszystko zdawało się wydarzyć w jednej chwili, a jednocześnie miałem wrażenie, jakby trwało godzinami, a nawet całymi dniami. Postrzeganie czasu jest zupełnie inne w miejscu, w którym nie istnieje żadna miara czasu. Podczas gdy to wszystko się działo, moja świadomość zaczynała odzyskiwać wiedzę, która zawsze gdzieś we mnie istniała, lecz wcześniej nie miałem do niej łatwego dostępu. Przypominało to przebudzenie — jakbym budził się na wyższym poziomie świadomości, który przez coś, co wydawało się jednocześnie długim i krótkim okresem, pozostawał uśpiony. Pod koniec fazy refleksji i ponownego ukierunkowania większa forma energii zapytała mnie — ponownie nie za pomocą słów — czy jestem gotów uwolnić się od całego negatywnego bagażu, który ze sobą niosłem, abym mógł podążyć dalej. Zgodziłem się.

Tak rozpaczliwie pragnąłem pozostać w tym cudownym, wspaniałym miejscu, pomimo wszystkiego, co wciąż ze sobą niosłem. Chciałem uwolnić się od całej tej przytłaczającej negatywności. Chciałem czuć miłość, a nie nienawiść. Chciałem czuć spokój zamiast gniewu, urazy i goryczy. Jednak samo pragnienie tego wszystkiego nie oznaczało jeszcze, że tak właśnie się stanie. Pamiętacie, jak mówiłem, że w tym miejscu niczego nie można ukryć ani zataić? Ponieważ jednak wyraziłem zgodę, kolejnym etapem mojej podróży było przejście przez to, co zacząłem nazywać „oczyszczającymi wodami bez powrotu”. To właśnie tam wszystkie nagromadzone we mnie nieczystości miały zostać odfiltrowane z mojej świadomej energii, tak aby dalszą podróż do domu mogła kontynuować jedynie jej najczystsza postać. Nagle wszystko, co widziałem wokół siebie, zaczęło spływać i rozpływać się, niemal jakby się topiło, a chwilę później zostałem porwany przez ciepłe, piękne wody, które całkowicie mnie otoczyły. Początkowo odczuwałem niepokój, ponieważ wiedziałem, że po przekroczeniu tego miejsca nie będzie już odwrotu.

Jednak w mgnieniu oka strach zniknął, a jedyne, co czułem, to całkowity spokój, ukojenie i — przede wszystkim — niezwykła cisza płynąca z czystej, bezwarunkowej miłości. Wirowałem w tych wodach, zanurzony w całym ich pięknie i blasku, przygotowując się do powrotu do domu, kiedy nagle przekazano mi, że nie mogę iść dalej. W tym momencie otrzymywałem dwa odrębne przesłania: moje ego nie chciało odpuścić, a moje życie na Ziemi jeszcze się nie zakończyło. Dokładnie wtedy poczułem, jak wszystko powraca z ogromną siłą — cała negatywność. Nie potrafiłem uwolnić się od gniewu, który żywiłem wobec samego siebie z powodu rozłąki z synem, zanim zdążył poznać prawdę. Mój syn wybrał mnie na swojego ojca, a ja ostatecznie go zawiodłem. Nadal nosiłem w sobie ogromny gniew, ponieważ wiedziałem, że sposób, w jaki odszedłem z tego świata, zostanie niesprawiedliwie uznany za samobójstwo. Taki wniosek nieuchronnie wpłynąłby na doświadczenia i dalsze życie mojego syna. Sytuację dodatkowo komplikował gniew, który przede wszystkim doprowadził mnie do tego miejsca. Czułem się, jakbym został schwytany w pułapkę miecza obosiecznego, którego oba ostrza raniły mnie jednocześnie.

Gniew rozdzierał mnie na myśl o dziedzictwie, jakie miałem pozostawić swojemu synowi, i pozostawał w bolesnym kontraście z ogromną miłością, która mnie z nim łączyła. Wiedziałem, że będzie musiał się z tym zmagać i że przysporzy mu to ogromnego cierpienia — bólu, który miałby towarzyszyć mu przez resztę jego fizycznego życia. A najsmutniejsze było to, że wszystko to byłoby skutkiem moich własnych działań. Ponownie przypominam: w tym miejscu niczego nie można ukryć. Dlatego, wbrew mojemu ogromnemu pragnieniu pozostania w tym niezwykłym miejscu, przekazano mi, że nie mogę tam zostać. Moje sprzeczne emocje i więzi łączące mnie ze światem były zbyt silne, a ja wciąż miałem jeszcze coś do zrobienia. Właśnie dlatego i w taki sposób znalazłem się ponownie wśród „żywych” — choć po tym doświadczeniu samo to określenie wydaje mi się pewnego rodzaju sprzecznością.

Osobiście nie wierzę, że czystym zbiegiem okoliczności było to, iż po długich i bolesnych rozterkach moja była partnerka w końcu zdecydowała się spróbować uratować mi życie. Nie wierzę też, że przypadkiem ratownicy medyczni zdołali dotrzeć dokładnie na czas, aby mnie reanimować. Głęboko wierzę natomiast, że stało się tak dzięki pełnej miłości łasce Boga i że to Wszechmogący sprawił, iż wszystko potoczyło się dokładnie w taki sposób. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich nauczyłem się dzięki temu doświadczeniu, jest to, że nie ma przypadków — wszystko wydarza się z jakiegoś powodu. Poza tym, gdybym nie powrócił do tego świata — przy tak silnej więzi emocjonalnej, jaka łączy mnie z moim synem — błąkałbym się po tamtym piekielnym miejscu albo po którymś z innych wymiarów znajdujących się pomiędzy tym światem a tamtym. Tak jak ci, których spotkałem w początkowej fazie mojego doświadczenia, a którzy również pozostawali związani z tym światem przez własne emocjonalne i fizyczne przywiązania.

Od czasu mojej przedwczesnej podróży na drugą stronę spotkałem wiele osób tak mocno utwierdzonych w swoich przekonaniach dotyczących życia i tego, co dzieje się po śmierci, że moje doświadczenie zdawało się dla nich wykraczać poza ramy logicznego myślenia. Mimo to moja własna wiedza i moje doświadczenie mają dla mnie równie wielką wartość i nadały mojemu życiu tyle samo znaczenia, ile ich przekonania nadają ich życiu. W rozmowach z przyjaciółmi, znajomymi, a także z osobami nastawionymi do mnie mniej życzliwie, spotykałem się zasadniczo z dwoma rodzajami reakcji. Tylko nieliczni wydawali się bardziej otwarci i skłonni zaakceptować to, o czym mówiłem. Zdecydowana większość przyjmowała jednak sztywne, nieprzejednane stanowisko. Pamiętam gorzkie słowa jednego z mężczyzn, który powiedział mniej więcej tak: „Dość już słyszałem. Za wiarę w te bzdury będziesz się smażył w piekle”.

Osoby bardziej skłonne do osądzania po wszystkim nie chciały mieć ze mną wiele wspólnego, o ile w ogóle cokolwiek. Ale to w porządku. Każdy ma prawo do własnego zdania. To wszystko jest po prostu częścią ich własnego doświadczenia i z pewnością mają prawo do swoich poglądów i przekonań, tak jak każdy, kto doświadcza życia na tej wielkiej niebieskiej planecie — oczywiście pod warunkiem, że nikomu nie dzieje się krzywda. Rozmowy o moim doświadczeniu bliskim śmierci same w sobie stały się dla mnie ważną lekcją — lekcją o ludziach i ich uprzedzeniach. Zobaczyłem, kto potrafił, jako prawdziwy przyjaciel, z szacunkiem zaakceptować zmiany, jakie przyniosło moje NDE, a kto bezrefleksyjnie oceniał naszą przyjaźń wyłącznie przez pryzmat własnych przekonań i własnego obrazu rzeczywistości. Mimo całej kontrowersyjności tego tematu z radością mogę powiedzieć, że nawet gdybym miał taką możliwość, nadal nie sądzę, bym chciał cokolwiek zmienić. Cieszę się również, że moje doświadczenie na trwałe zapisało się w mojej pamięci i nigdy nie wyblakło. Do dziś pozostaje równie niezwykłe i wyraziste jak w chwili, gdy się wydarzyło. Nauczyłem się też czerpać z niego siłę w trudnych momentach życia w świecie pełnym niepewności.

Chciałbym skorzystać z tej okazji i, jeśli mogę, podzielić się z wami pewną radą. Oczywiście możecie przyjąć ją tak, jak uznacie za stosowne. Jeśli tylko jest to możliwe, gorąco zachęcam, abyście spróbowali naprawić to, co wymaga naprawy, i najlepiej jak potraficie zażegnali istniejące konflikty. Niezależnie od tego, czy dotyczą one was samych, czy relacji z inną osobą, uporanie się z nimi może przynieść wiele dobra. Moja rada brzmi: nie pozwólcie, abyście wy sami albo ktokolwiek inny pozbawiali was cennej energii, którą można byłoby wykorzystać do tworzenia kolejnych pozytywnych doświadczeń. Za pomocą jednego niezwykle potężnego słowa można uwolnić się od ogromnej ilości negatywności, a być może także całkowicie odmienić swoje doświadczenie życia i własne do niego nastawienie. Już na wcześniejszych etapach życia nauczyłem się, jak ważne jest codzienne stosowanie tego jednego szczególnego słowa. Jednak dopiero kilka lat po moim NDE, kiedy znów byłem w stanie myśleć jaśniej, zdołałem dostrzec jego bardziej praktyczne, a zarazem znacznie głębsze duchowe znaczenie.

Przebaczenie ma niezwykłą moc uzdrawiania i jeśli naprawdę się je praktykuje, samo w sobie może stać się czymś pięknym i głęboko przemieniającym. Cała ta przytłaczająca, negatywna energia, którą czasem gromadzimy i przechowujemy w sobie wskutek własnych doświadczeń życiowych, ma tendencję do ciągnięcia nas w dół. Odzyskanie wewnętrznej równowagi i sił może być tak proste, jak powiedzenie „wybaczam” — ale nie wystarczy samo wypowiedzenie tych słów. Trzeba również naprawdę poczuć przebaczenie głęboko w swoim wnętrzu, w najgłębszej części własnej duszy. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że w chwili, gdy decydujemy się przebaczyć i uwolnić całą negatywną energię, którą włożyliśmy w trudne emocjonalnie sytuacje, proces uzdrawiania zaczyna działać niemal natychmiast. Oczywiście przebaczenie komuś — albo nawet samemu sobie — może być bardzo trudne, zwłaszcza gdy wiąże się z ogromnym bólem emocjonalnym. Dlatego gorąco zachęcam, aby zajrzeć głęboko w siebie, odnaleźć Miłość, którą nosimy we własnym wnętrzu, i zrobić wszystko, co w naszej mocy, by przebaczenie stało się możliwe.

Warto jednak pamiętać o jednej rzeczy: żyjemy w świecie wzajemnych zależności. Dlatego w niektórych sytuacjach, gdy różnice dotyczą obu stron, przebaczenie komuś nie musi oznaczać, że ta osoba będzie gotowa odwzajemnić się tym samym i przebaczyć również wam. Ostatecznie jest to wybór, którego może dokonać wyłącznie ona sama. Tylko wy macie moc, by zdecydować się na przebaczenie — nikt inny nie może zrobić tego za was. I działa ono tylko wtedy, gdy sami postanowicie z tej możliwości skorzystać. Dając sobie ten wyjątkowy dar — będący przejawem łaski Wielkiej Boskości — możecie uwolnić się od znacznej części emocjonalnego bólu, który odbiera wam energię, a dzięki temu uczynić swoje obecne życie pełniejszym i bardziej wartościowym. Co więcej, gdy wasze obecne fizyczne życie będzie zbliżało się do końca, uwolnienie się od możliwie jak największej ilości przytłaczającej negatywnej energii może sprawić, że wasza podróż do domu stanie się znacznie mniej skomplikowana.

Po uporaniu się z przeciwnościami związanymi z tym wydarzeniem z czasem zacząłem odczuwać coraz silniejszą potrzebę uporządkowania wszystkich informacji wynikających z mojego doświadczenia, aby lepiej je zrozumieć. Z ogromną nadzieją szukałem w tym fizycznym życiu powiązań z nowymi prawdami i wiedzą, które przyniosłem ze sobą z powrotem do tego świata. Starałem się właściwie zinterpretować te nowe realia i oddzielić je od dawnych błędnych przekonań, a moim głównym celem było odnalezienie w tym wszystkim spójności. Rosnące pragnienie zrozumienia tych kwestii oraz innych podobnych informacji sprawiło, że ponownie zagłębiłem się w badanie zawiłości ludzkiego umysłu, mając nadzieję, że znajdę klucze, które pozwolą mi rozwikłać te tajemnice. Kiedy zacząłem rozdzielać poszczególne zagadnienia i patrzeć na nie z szerszej perspektywy, pewne rzeczy wreszcie zaczęły nabierać sensu. Weźmy na przykład teorię dysonansu poznawczego. Przestała być dla mnie jedynie mglistym wspomnieniem z podręcznika psychologii. Już po przeczytaniu pierwszego akapitu przeżyłem niemal magiczny moment odkrycia — jakby ktoś nagle zapalił światło. Odpowiedzi, których szukałem, znajdowały się tuż przede mną, jasne i oczywiste. Dotarłem do momentu prawdy: dwa plus dwa wreszcie równało się cztery. Kiedy kolejne drobne elementy układanki zaczęły trafiać na swoje miejsca, zacząłem dostrzegać wiele rzeczy, których wcześniej nie rozumiałem. Odkryłem wyraźny związek pomiędzy tą stosunkowo mało znaną teorią niespójności a wieloma aspektami zarówno mojego fizycznego, jak i duchowego życia.

Informacje Ogólne:

Płeć: Mężczyzna

Data wystąpienia DBS: 05/12/1998

Czy w czasie twojego doświadczenia wystąpiło związane z nim zdarzenie zagrażające życiu? Tak. Nie mogę powiedzieć, że był to „przypadek” w dosłownym tego słowa znaczeniu, ponieważ tak naprawdę nie wierzę w przypadki.

Elementy DBS:

Jak oceniasz treść swojego doświadczenia? Mieszany

Czy są jakieś leki lub zabiegi, które mogły mieć wpływ na to doświadczenie? Nie

Czy to doświadczenie w jakikolwiek sposób przypominało sen? Stanowcze, zdecydowane „NIE”.

Czy czułeś się oddzielony od ciała? Tak. Zobacz powyżej.

W którym momencie doznania twój poziom świadomości i czujności był najwyższy? Straciłem przytomność tylko na krótką chwilę.

Czy czas wydawał się przyspieszać lub zwalniać? Zdawało się, że wszystko dzieje się w tej samej chwili; lub czas się zatrzymał albo stracił znaczenie. Trudno opisać. To, co tam wydaje się trwać wieczność, tutaj trwa zaledwie ułamek sekundy.

Proszę porównać swoje wrażenia słuchowe podczas doznania z codziennymi, które miałeś bezpośrednio przed doznaniem.   Tak. Najbardziej niezwykła muzyka.

Czy wchodziłeś do tunelu lub przemieszczałeś się przez tunel? Tak

Czy spotkałeś lub byłeś świadomy obecności  jakichkolwiek zmarłych (lub żywych) istot? Tak

Czy widziałeś jakieś nieziemskie światło? Tak

Czy zdawało ci się, że wkraczasz w jakiś inny, nieziemski świat? W wyraźnie mistyczne lub nieziemskie królestwo

Czy nagle miałeś wrażenie, że wszystko rozumiesz? Wszystko o wszechświecie. Za wszystkim kryje się jakiś powód. Gdybyśmy znali całą prawdę, nie byłoby potrzeby istnienia tego świata.

Czy wróciły do ciebie sceny z przeszłości? Dowiedziałem się wielu rzeczy, szczególnie o narastającej wściekłości i gniewie wśród młodych ludzi w naszym świecie.

Czy pojawiły się sceny z przyszłości? Sceny z przyszłości świata. Powszechna panika w Stanach Zjednoczonych. Widziałem wydarzenia z 11 września, zanim do nich doszło.

Czy dotarłeś do jakiejś granicy lub ograniczającej struktury fizycznej? Tak.  „Ocean bez powrotu”. Wiedziałem, że po przekroczeniu tego miejsca nie będzie już odwrotu.

Bóg, duchowość i religia:

Jaka była twoja religia przed doświadczeniem? Nie jestem pewien

Jaka jest teraz twoja religia? Prawda, którą poznałem dzięki mojemu doświadczeniu, uwolniła mnie od wszelkich ograniczających norm społecznych narzucanych przez zorganizowane religie.

Czy zmieniły się twoje wartości i przekonania z powodu tego doświadczenia? Tak. Jest tylko „Jedna Prawda”, choć wyrażana na wiele różnych sposobów.

Odnośnie naszego ziemskiego życia poza religią:

Doświadczenie na przestrzeni czasu było: Nasiliło się.

Jakie zmiany zaszły w twoim życiu po twoim doświadczeniu? Brak lęku przed śmiercią. Właściwie przyjmę ją z uśmiechem, kiedy nadejdzie mój czas. Mam też silne pragnienie pomagania ludziom — nie żebym wcześniej go nie miał, ale teraz jest ono znacznie intensywniejsze.

Czy twoje relacje z ludźmi zmieniły się w jakiś szczególny sposób z powodu twojego doświadczenia? Patrzę na ludzi i na życie w zupełnie innym świetle.

Po Doświadczeniu Bliskości Śmierci (DBS):

Czy doświadczenie było trudne do wyrażenia słowami? Tak

Czy masz jakieś psychiczne, niezwykłe lub inne specjalne zdolności po tym doświadczeniu, a których nie miałeś przed nim? Tak. Czasami widzę pewne rzeczy, zanim się wydarzą — trochę jak déjà vu. Zdarza się również, że w jakiś sposób oddziałuję na niektóre urządzenia elektryczne. Na przykład, kiedy jestem w pobliżu telewizora, kanał czasami sam się zmienia.

Czy jest jakiś fragment lub kilka fragmentów twojego doświadczenia, które są dla ciebie szczególnie znaczące lub ważne? Najwspanialsze było poznanie „prawdy”. Najtrudniejsze było rozdarcie między pragnieniem pozostania tam a koniecznością powrotu tutaj.

Czy kiedykolwiek podzieliłeś się tym doświadczeniem z innymi? Tak. Niektórzy byli otwarci a inni nie.

Czy kiedykolwiek w twoim życiu cokolwiek odtworzyło jakąkolwiek część tego doświadczenia? Nie

Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś dodać mówiąc o swoim  doświadczeniu? Obecnie piszę książkę o swoim doświadczeniu oraz o wszystkim, co wydarzyło się przed nim i po nim.

Czy są jakieś inne pytania, które moglibyśmy zadać, aby pomóc ci  opowiedzieć o twoim doświadczeniu? Myślę, że wszystko jest świetnie ujęte.