Monty Z DBS
|
OPIS DOŚWIADCZENIA:
Hello, Witam, myślałem, że to był sen.
Latem, 1974 roku , około jedenastej wieczorem, zasnąłem za kierownicą. Uderzyłem w tył ciężarówki z naczepą, która była zaparkowana na poboczu autostrady. Zderzenie wcisnęło mojego Forda Mustanga z 1967 roku między tylne osie a spód naczepy.
Kiedy się obudziłem, leżałem na noszach w jakimś pomieszczeniu, a pracownik szpitala ubrany na biało zdejmował ze mnie ubranie. Zapytałem "Co się dzieje?". Odpowiedział "Muszę iść po lekarza, proszę się nie ruszać". Leżałem więc nieruchomo, aż wszedł lekarz i przewiózł mnie do innego pomieszczenia, które wyglądało na izbę przyjęć. Tam zaczęli mnie badać.
Kiedy tam byłem, przyszedł do mnie funkcjonariusz stanowy i zapytał "Czy zdajesz sobie sprawę, co się stało?". Odpowiedziałem "Nie , ale miałem sen, że stoję obok swojego samochodu i próbuję zajrzeć do środka, ale większość auta była wciśnieta pod ciężarówką z naczepą. Nie mogłem dostrzec wiele poza tyłem fotela kierowcy i pomyślałem, że śniło mi się, iż ktoś ukradł mój samochód i miał straszny wypadek. Widząc, jak auto było bardzo zniszczone, uznałem, że kierowca musiał zginąć. Policjant bardzo zbladł i powiedział "To nie był żaden sen - to, co opisałeś, wydarzyło się naprawdę".
Potem pokazał mi zdjęcia zrobione na miejscu wypadku - dokładnie to, co widziałem w swoim "śnie". Powiedział "Gdybym wiedział, że masz choć cień szansy na przeżycie albo widział jakąkolwiek oznakę życia, kazałbym ekipom ratunkowym przyspieszyć. Zajęło nam dwie i pół godziny, żeby wydostać samochód i ciebie spomiędzy osi a spód naczepy. Ratownicy powiedzieli tylko "Daj spokój, on nie żyje"". Zabrali mnie jednak i przewieźli do szpitala, gdzie później się obudziłem.
Zajęło mi lata, zanim uświadomiłem sobie, że to musiałem być ja sam - ten, który próbował zajrzeć do samochodu. Być może byłem wtedy bardzo blisko śmierci; miałem złamaną rękę, nadgarstek, nos, szczękę, obrażenia wewnętrzne i przez kilka dni po wypadku oddawałem mocz z krwią. Minęło kilka miesięcy, zanim znowu poczułem się sobą. Trzydzieści lat temu nigdy nie słyszałem o doświadczeniach bliskich śmierci - to nie było coś, o czym się wtedy mówiło. Myślałem, że to po prostu sen. Kiedy wracam myślami do tamtego przeżycia, wciąż nie wiem na pewno, czy byłem martwy. NIe wierze też w życie po śmierci - dla mnie śmierć to śmierć, koniec.
====
Przed chwilą szukałem artykułu o tym wypadku i znalazłem go. Jest stary i zniszczony, ale zdjęcie samochodu jest wyraźne - widać na nim funkcjonariusza stanowego stojącego obok zmasakrowanego auta oraz przypadkowego świadka. Pod zdjęciem wydrukowano moje imię, wiek i adres. Reszta prawej strony artykułu jest już nieczytelna. Pomyliłem się nieco co do daty wypadku - artykuł ukazał się w wydaniu z 4 czerwca 1974 roku. Podczas zderzenia kierownica została wyrwana przez uderzenie mojego tułowia i głowy. Całą siłę uderzenia kolumny kierownicy przyjąłem dokładnie na środek klatki piersiowej. Gdybym wtedy nie spał, z pewnością napiął bym się w odruchu obronnym i to prawdopodobnie by mnie zabiło na miejscu. Mój ojciec tak właśnie myśli - spałem, byłem bezwładny, nie napiąłem mięśni - i to uratowało mi życie.
NIe jestem pewien, czy na tym zdjęciu wciąż byłem w samochodzie, czy już nie. Pewnie nie, bo jedyne, co pamiętam, to że stałem przy tylnym oknie od strony kierowcy i próbowałem zajrzeć do środka - ale na zewnątrz było ciemno i nie mogłem dostrzec wyraźnie, kto był w środku. Wtedy , na scenie wypadku, nie było tam nikogo oprócz mnie. Kiedy teraz o tym myślę, nie przypominam sobie żadnych wrażeń - ani dotyku, ani temperatury powietrza, ani zapachu. Przypuszczam, że mój sen albo raczej NDE wydarzyło się tuż po wypadku. Jedyne, co pamiętam wyraźnie, to para unosząca się z gorącego płynu chłodniczego i oleju silnikowego, która utrudniała zobaczenie wnętrza auta. Stałem tam sam, zastanawiając się, co właściwie się dzieje. Potem nie było już nic - żadnych snów, żadnych wspomnień - aż do momentu, gdy obudziłem się w szpitalu. Nie pamiętam jak mnie wyciągano z samochodu ani jak mnie przewożono do szpitala. Myślę, że powód, dla którego uznałem to wszystko za sen, był taki, że obudziłem się dokładnie tak, jak po zwykłej nocy -z tą różnicą, że ktoś zdejmował ze mnie ubranie w otwartej sali szpitalnej, gdzie nie było widać żadnego sprzętu medycznego, a ja czułem tylko lekki ból.
Informacje Ogólne:
Płeć:
Mężczyzna