David B DBŚ
|
OPIS DOŚWIADCZENIA:
W noc mojego doświadczenia NDE pracowałem na statku badawczym - właśnie wróciliśmy z misji, w której testowaliśmy nowy pojazd podwodny, na pokładzie był przedstawiciel tej maszyny. Nie mogliśmy wpłynąć do małego portu, ponieważ morze było bardzo wzburzone - jeśli fala załamałaby się pod statkiem uderzylibyśmy o dno. Było późno w nocy , więc postanowiliśmy rzucić kotwicę kilka mil od brzegu i wrócić do portu jak morze się uspokoi.
Przedstawiciel tego pojazdu podwodnego był zdenerwowany, chciał jak najszybciej dostać się na brzeg, żeby zdążyć na samolot do domu. Kilku innych członków załogi również chciało wrócić do domu. Zdecydowali , że spotkamy się w doku rano następnego dnia. Namówili mnie i jednego z załogantów, żebyśmy zabrali ich pontonem na brzeg.
Mój kapitan zalecił założenie kamizelek ratunkowych, co moja intuicja przyjęła bez oporu. Wszyscy byliśmy doświadczonymi nurkami i operatorami pojazdów podwodnych - morze i woda były dla nas codziennością. Musieliśmy przetrząsnąć schowek bosmana, żeby znaleźć zakurzone, stare kamizelki ratunkowe ukryte gdzieś na dole. Większość z nas nie miała ich na sobie od lat, ate były starymi kamizelkami typu "Mae West".
Sprawdziliśmy naszą pozycję na radarze aby wyznaczyć kurs do portu i załadowaliśmy sprzęt. Następnie opuściliśmy ponton typu Zodiac na morze, jeden z załogantów zajął rufę a ja zająłem dziób , żeby nawigować. Łódź miała silnik V-4 , mogła dosłownie lecieć nad wodą, ale jej niskie osadzenie sprawiało, że większość świateł portu ginęła wśród fal i morskich zatopień. Bardzo szybko straciliśmy kurs na port.
W jednej chwili zaczęliśmy spadać - fala pękła pod nami, a ja wrzasnąłem do majtka, żeby zawrócił i skierował się z powrotem na morze.Zdołał zawrócić, ale wtedy niebo pociemniało , a grzbiet morskiej piany wzniósł się nad nami na dobre cześć metrów. Byliśmy już daleko od brzegu, w miejscu, gdzie fale rozbijały się gwałtownie o płyciznę. Pamiętam , że gdy zobaczyłem nadchodzącą ścianę piany, krzyknąłem do pozostałych "To koniec!". I wtedy fala runęła na nas z ogromną siłą. Łódź złożyła się jak kartka papieru, pękając od dziobu po sam tył. Trzy z czterech pontonów zostały rozerwane, a silnik oderwał się i zniknął w wodzie.
Wyrzuciło mnie z dziobu prosto do oceanu, a fala porwała mnie i zaczęła mną miotać, obracając i turlając w swoim szaleństwie. To była najbardziej wściekła, brutalna siła jakiej kiedykolwiek doświadczyło moje ciało. Zostałem całkowicie oddzielony od reszty. Straciłem całkowicie orientację a ocean miotał mną jak bezwładną lalką. Otworzyłem oczy , żeby wypuścić powietrze - sprawdzić gdzie jest powierzchnia wody- ale sól i piasek paliły mnie w oczy , nie mogłem nic zobaczyć, całkowita ciemność.
Nie wiedziałem, w którym kierunku jest góra. Będąc nurkiem przez wiele lat, wiedziałem, że nie wolno panikować. Więc czekałem aż moja stara Mae West kamizelka ratunkowa poprowadzi mnie na powierzchnię. Na otwartym morzu nie ma świateł, tylko zupełny mrok. Morze wciąż obracało mną a moje płuca paliły - żeby tylko wziąć choć odrobinę powietrza. Powierzchnia wciąż była nieosiągalna. Palący ból w płucach stopniowo przygasał, ale pojawił się chłód... I narastał. Zauważyłem, że mój mózg potrzebował tlenu, ponieważ ogarnęło mnie coś w rodzaju euforii. Wyglądało na to , że bardzo długo wstrzymywałem oddech ale w końcu euforia wzięła górę i zaciągnąłem się słoną wodą. Jedyne co pamiętam to palące płuca, następnie ból powoli ustąpił i pojawiła się ciemność, sroga ciemność.
Powoli zacząłem zauważać światło,które stawało się coraz jaśniejsze wokół mnie. Nie czułem swojego ciąła, mogłem tylko wyczuć gdzie ono jest - ale mnie w nim nie było. Odczuwałem coraz większy ciepło i błogi spokój. Poczułem, że coś przyciąga mnie w stronę jaśniejszego obszaru w tym świetle. NIe mogłem nic zrobić, wyglądało to jak naturalna kolej rzeczy i coś znajomego. Niesamowite uczucie miłości i zadowolenia z powrotu do domu. Czułem się bardzo szczęśliwy, kochany i bardzo błogo. Mojego fizycznego ciała nie było; stałem się światłem bez formy. Nie oceniałem tego, po prostu to zaakceptowałem - to było bardzo naturalne.
A potem... w świetle... wyczułem innych i kolejnych zbliżających się do mnie. Wciąż poruszałem się w ich kierunku. Zbliżanie się do nich działo się jakby samoistnie, ale całym sobą chciałem tam być. Rozpoznałem te istoty- te osoby, to oni mnie witali. Wspierali mnie i pomagali mi się dostosować do tej sytuacji. Za chwilę pojawiło się więcej istot, w sumie około dwunastu i oni wszyscy zgromadzili się wokół mnie. Znałem ich wszystkich, czułem jakby to była moja rodzina. Zanim zdążyłem się z którymkolwiek z nich porozumieć, pojawiły się przebłyski - obrazy z mojego życia. Teraz wiem, że to się nazywa przeglądem życia. Ale nie sposób oddać słowami tej przytłaczającej siły obrazów. To nie były tylko obrazy ale również uczucia, i to nie tylko moje uczucia. Wyczuwałem uczucia innych, to jak moje czyny w tym życiu wpływały na uczucia innych. Czułem ich radość, szczęście, cierpienie, rozczarowania, miłość - wszystkie emocje. NIe towarzyszył temu żaden osąd - tylko zrozumienie. Miałem wrażenie, że przeglądam swoje życie po to, by się z niego uczyć, wzrastać i ewoluować jako dusza. Nagle obrazy i uczucia się zmieniły, pokazano mi obrazy nie z mojego życia. Poczułem się zagubiony i zdezorientowany - pokazano mi część mojego życia, która jeszcze się nie wydarzyła.
Te istoty wspierały mnie, ale nie słowami. Wspierały mnie uczuciem miłości i współczucia. Powiedziały mi coś bardzo osobistego odnośnie mojego życia, coś czym nie chcę się tutaj dzielić. I wtedy usłyszałem głos - wyraźny, mocny, nie podlegający dyskusji :"To nie jest twój czas, musisz wrócić". Nie chciałem wrócić. Błagałem, żeby móc zostać. Powiedziano mi jeszcze raz, że to nie jest mój czas i że mam zadanie do wypełnienia. I nagle zrozumiałem, że muszę wrócić do swojego ciała i kontynuować moje życie. Będąc w światłości Boga było mi naprawdę ciężko wrócić do tego życia. Tak bardzo nie chciałem, to było bardziej bolesne od momentu utonięcia. Grupę istot, które były wtedy ze mną, zacząłem nazywać moją grupą dusz. Moja grupa dusz pomogła mi wrócić do mojego ciała. Tęsknota ogarnęła mnie, jeszcze zanim odszedłem - chciałem zostać. Najcięższą rzeczą o jaką kiedykolwiek mnie zapytano - był powrót.
Zacząłem uświadamiać sobie swoje ciało - bezwładne, zawieszone w wodzie, wciąż miotane i obijane przez piasek i fale. Żeglarze nazywają końcówkę liny, która zostaje po zakończeniu splotu, bitter end - gorzki koniec. I to właśnie ten gorzki koniec owinął się wokół mojej ręki i bił mnie po klatce piersiowej. Drugi koniec liny był przytwierdzony do pontonu. Kiedy uderzyła kolejna seria fal, lina wybiła mi bark i kciuk, a potem wyciągnęła mnie na powierzchnię. Trzy z czterech komór pontonu były przebite, ale jedna wciąż wypełniona powietrzem. Moje ciało było zaplątane w linę i w tę ostatnią, pływającą część łodzi. Fale uderzyły z taką siłą, że wypchnęły część wody z moich płuc. Wciągnąłem pierwszy oddech - i wtedy moja dusza z hukiem wróciła do ciała.
Moje płuca paliły, w głowie mi dudniło , gdybym nie był połączony liną z pontonem, zapewne ponownie znalazłbym się pod powierzchnią wody. Moje ciało kasłało i wymiotowało - walczyło o ponowny wdech powietrza. Usłyszałem z daleka wołanie mojego imienia. Moi koledzy szukali mnie. W jakiś sposób udało im się znaleźć latarkę, ale cała reszta sprzętu zatopiła się. Dopłynęli do mnie i do tego , co zostało z łodzi. Wciąż byliśmy około mili od brzegu. Trzymając się resztek łodzi zaczęliśmy płynąć w stronę lądu. Wciąż miałem problem utrzymać się na powierzchni , pomimo tego , że odplątano mnie z liny. Ściągnąłem moje buty, ale to również nie pomogło. Następnie odwiązałem kamizelkę ratunkową, okazało się , że była rozpruta i nasiąknięta wodą. Więc to kamizelka ciągnęła mnie w dół. To co miało mi ocalić życie, tak naprawdę mnie zabiło - ocalił mnie tylko bitter end (gorzki koniec).
Gdy dotarliśmy na brzeg , dwóch kolegów nastawiło mi bark. Kiedy dotarłem do domu i do moeje żony, byłem w stanie szoku. Ona była pielęgniarką - zajęła się mną. Minęły dwa dni, zanim naprawdę wróciłem do swojego ciała. A część mnie... jeszcze długo trzymała się światła - dopóki nie nauczyłem się je w sobie uciszyć.
Informacje Ogólne:
Płeć: Mężczyzna
Data wystąpienia DBS: Kwiecień 1984
Czy w czasie twojego doświadczenia wystąpiło związane z nim zdarzenie zagrażające życiu? Tak Wypadek Byłem w wywróconej łodzi pośrodku rozszalałego morza.
Elementy DBS:
Jak oceniasz treść swojego doświadczenia? Pozytywnie
Czy są jakieś leki lub zabiegi, które mogły mieć wpływ na to doświadczenie? Nie
Czy to doświadczenie w jakikolwiek sposób przypominało sen? NIe, to była bardzo realne dla mnie.
Czy czułeś się oddzielony od ciała? Tak Powiedziałbym, że przybrałem świetliste ciało.
W którym momencie doznania twój poziom świadomości i czujności był najwyższy? Bardzo czujny i przejrzysty.
Czy czas wydawał się przyspieszać lub zwalniać? Nie
Proszę porównać swoje wrażenia słuchowe podczas doznania z codziennymi, które miałeś bezpośrednio przed doznaniem. Nie
Czy zdawałeś się być świadomy tego, co dzieje się gdzie indziej, jakby w procesie percepcji pozazmysłowej? Dwa lata temu wyleczyłem się z raka płuc - poziom czwarty. Przeszedłem również trzy operacje kręgosłupa uszkodzonego przez raka.
Czy wchodziłeś do tunelu lub przemieszczałeś się przez tunel? Nie
Czy spotkałeś lub byłeś świadomy obecności jakichkolwiek zmarłych (lub żywych) istot? Tak Dwanaście lub więcej istot. Otoczyli mnie z każdej strony i ich rozpoznałem, ale nie z tego życia. Przekazali mi "Witamy w domu", współczucie miłość.
Czy widziałeś jakieś nieziemskie światło? Tak Zaczęło się robić coraz jaśniej wokół mnie, do tego stopnia, że nie byłem w stanie nic zobaczyć moimi ludzkimi oczami.
Czy zdawało ci się, że wkraczasz w jakiś inny, nieziemski świat? Nie
Czy nagle miałeś wrażenie, że wszystko rozumiesz? Wszystko o wszechświecie . Po powrocie, wciąż byłem połączony ze światłem przez dwa dni. Część mnie wciąż była w stanie szoku - a część w której czułem ból, a druga część była w świetle, fizycznie lecząc moje ciało. Podczas tych dwóch dni doszło do mnie, że otrzymałem trzy bezcenne dary. Pierwszy dar to akceptacja. Wreszcie wiedziałem, kim jestem, I mogłem siebie przyjąć - całego. Już nie musiałem się karać za swoje potknięcia. Zamiast tego mogę się uczyć, akceptować i być lepszym człowiekiem. Dopiero teraz zrozumiałem, jak bardzo moje życie może wpływać na innych - nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Wiem również, że zawsze jestem w odpowiednim miejscu. Drugim darem była tolerancja. To było dla mnie coś nowego. Zawsze lubiłem iść przez życie własną ścieżką. Nagle zyskałem zdolność szanowania i rozumienia przekonań oraz praktyk innych ludzi. Teraz zauważam, że inni na ścieżce swojego życia doświadczają dokładnie tego, czego potrzebują do swojego rozwoju. Tolerancja pozwala mi dać innym przestrzeń, by mogli iść swoją ścieżką. Trzeci dar to prawda.
Dwa dni po moim NDE były najbardziej intensywne - nie tylko przez fizyczny wstrząs, ale jeszcze bardziej przez duchowy wstrząs, jaki wywołała we mnie prawda o tym, kim naprawdę jestem. Przez te dwa dni żyłem z całkowicie otwartym sercem. Wszystko, co czułem, przeżywałem właśnie przez nie - szeroko otwarte. A gdy mówię "otwarte serce" , mam na myśli to światło, które czujesz, będąc w obecności bezwarunkowej miłości.To uczucie powrotu do Domu - ono wypełnia twoje serce. I wtedy serce jakby przekracza granice ciała... staje się większe, sięga wszędzie, dotyka wszystkiego. A jednak , z mojej ludzkiej strony, to zderzenie z własną prawdą po raz pierwszy było bardzo emocjonalne - i bolesne. Musiałem naprawdę spojrzeć na siebie - uczciwie, bez ucieczki. Musiałem zobaczyć swoje słabości i swoje mocne strony, wyraźnie i bez złudzeń. I wtedy zrozumiałem coś jeszcze głębszego: że każdy człowiek ma swoją własną prawdę - i że ta prawda jest czymś zupełnie innym niż faktyczna prawda.
Moje nowe życie zaczęło się z tymi trzema darami. Zacząłem się zmieniać. Już nie patrzyłem na wszystko tak jak wcześniej. Zacząłem nad sobą pracować. Dorastając w Arizonie, jako młody mężczyzna, zyskałem zrozumienie dla naturalnej ścieżki rdzennych Amerykanów. Zacząłem podążać tą drogą - obserwacji, ciszy, życia w rytmie natury - jednocześnie pracując nad sobą. Największe momenty mojego wewnętrznego rozwoju przychodziły właśnie wtedy, gdy byłem w bliskim kontakcie z przyrodą. Moja duchowa strona zaczęła się ze mną komunikować - przekazywała mi informacje , których nie miałem prawa znać. No początku jej nie ufałem. Sprawdzałem ją. Testowałem. Wewnętrznie się z nią spierałem - ta nowo przebudzona część mnie budziła opór. Ale z czasem... zacząłem jej ufać. I uczyć się na niej polegać.
Przez kolejnych dziesięć lat żyłem, pracowałem i bawiłem się z nowymi prawdami , które odkryłem. Po tym czasie wybrałem się na duchowy wyjazd do Arizony, gdzie dorastałem jako nastolatek. Planowałem jedynie przejść się dawnymi szlakami i dobrze się bawić. Wydawało mi się , że zaszedłem daleko z moimi trzema darami i sądziłem, że radzę sobie całkiem nieźle. Pierwszego dnia cała grupa miała się spotkać na poranną medytację. Ja odszedłem od reszty, by medytować w małej grocie, którą dobrze znałem. Moim zamiarem było się wyciszyć, zrelaksować i wrócić do wewnętrznego centrum. Nie miałem pojęcia co mnie czeka. Duch i światło z mojego NDE ogarnęły mnie całkowicie. Zacząłem przeżywać to doświadczenie wciąż od nowa, raz po raz. Ale tym razem było inaczej. Teraz duch mówił do mnie bezpośrednio a nie tylko przekazując myśli i informacje. Nigdy wcześniej nie próbowałem powrócić do tamtego światła ani ponownie otworzyć serca od czasu pierwszego doświadczenia, dziesięć lat wcześniej. Było to coś , co starannie zapakowałem i schowałem głęboko w pamięci. W tamtym czasie moja ludzka część nie potrafiła zaakceptować połączenia z uniwersalnym, wszechwiedzącym Bogiem, Boginią, Tym-Co-Jest. Uświadomiłem sobie, że tłumiłem to wszystko. Gdy wyszedłem z tej medytacji, byłem znów w tej samej przestrzeni - z otwartym sercem. Przez trzy dni żyłem jednocześnie w świetle i w fizycznej rzeczywistości. Przez cały ten czas raz za razem przeżywałem swoje pierwotne doświadczenie.
To stało się moim drugim przełomowym doświadczeniem. To drugie wydarzenie pozostawiło we mnie jasne przekonanie, że mogę się połączyć ze światłem w każdej chwili. Zrozumiałem, że wszyscy możemy. To kwestia pozwolenia sobie na słuchanie i uciszenie umysłu. Zdałem sobie również sprawę, że wszyscy jesteśmy częścią tego, co nazywamy Bogiem. Wszyscy jesteśmy współtwórcami naszej życiowej ścieżki i wszystkiego, czego doświadczamy. Potrzebowałem tych dziesięciu lat integracji, by być gotowym na tę drugą transformację, która zmusiła mnie do stanięcia twarzą w twarz z tą prawdą. To zrozumienie sprawiło, że jeszcze bardziej zmieniłem swoje życie. Wcześniej pracowałem nad sobą, by stać się lepszym człowiekiem. Teraz musiałem żyć w zgodzie z tym, co głosiłem. Rozpocząłem to, co teraz nazywam moją cichą służbą. Inni zaczęli przychodzić do mnie po pomoc. Duch wielokrotnie przekazywał mi wskazówki - często w formie duchowego ziarna zasiewanego w sercu tych osób. Myślę, że ludzie byli przyciągani przez zmianę w sposobie , w jaki wyrażałem miłość i współczucie. Dzięki temu, że mogłem dotknąć Światła, mogłem doświadczyć miłości bezwarunkowej. Jako ludzie, z natury stawiamy warunki miłości. Czy to miłość do partnera, czy do ulubionej przekąski - mamy oczekiwania. Oczekujemy wzajemności albo przynajmniej określonego zachowania. Ale miłość bezwarunkowa tak nie działa. Gdy żyjesz bez oczekiwań wobec innych, gdy dajesz miłość bezwarunkowo, tworzysz prawdziwe współczucie, które ludzie czują i które ich przyciąga. Ale... to może też powodować problemy. Ludzka część często źle rozumie miłość bezwarunkową. Tworzy oczekiwania, które nie mają nic wspólnego z istotą tej miłości. I to przyniosło mi pewne trudności, zanim w pełni to zrozumiałem.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy pojawiło się moje trzecie przełomowe doświadczenie. Podczas mojego przeglądu życia pokazano mi fragmenty, których jeszcze nie przeżyłem. Jednym z nich była konfrontacja z rakiem. Niedawno zdiagnozowano u mnie raka płuc w czwartym stadium, z niepomyślną prognozą. Stało się to w czasie, gdy bardziej zajmowałem się swoją ludzką stroną niż duchową. A jednak, dzięki mojej cichej służbie i wcześniejszym doświadczeniom, akceptacja tej choroby była natychmiastowa. Sprowadziła mnie z powrotem do mojego centrum i równowagi między Ja i Duchem. To doświadczenie przyniosło mi nowy wgląd w to, jak radzić sobie ze wszystkimi aspektami życia z chorobą nieuleczalną. Z wdzięcznością zauważam, że Duch przekazuje mi różne sposoby radzenia sobie z bólem fizycznym, stanami euforii i załamania wywołanymi lekami, a także z psychicznymi aspektami procesu leczenia. Pokazano mi praktyki wizualizacji i medytacji, które pomagają łagodzić ból fizyczny oraz stany lękowe poprzez ponowne łączenie się z równowagą emocjonalną . Z czasem wszystkie te metody zostaną udostępnione na mojej stronie internetowej, aby każdy mógł z nich skorzystać. Duch wskazał, że to jest moja dalsza droga - mam pracować z osobami chorymi terminalnie i rozwijać swoją duchową służbę. To trzecie doświadczenie różni się od poprzednich - nie otrzymałem konkretnych darów, lecz wszystkie wcześniejsze połączyły się teraz w większej równowadze i klarowności. Stało się też potwierdzeniem , że znów jestem w idealnym punkcie swojej ścieżki. Teraz już wiem, że nadszedł czas, by dzielić się tym czego doświadczyłem i czego się nauczyłem - oraz jak wykorzystuję to w zmaganiu z nieuleczalną chorobą. Mam zacząć dzielić się tym w sposób bardziej otwarty i publiczny.
Myślę, że gdybym miał wskazać to , co najsilniej wybrzmiało z tych trzech transformujących doświadczeń, to byłoby to przekonanie, że wszyscy wybieramy swoją ścieżkę ze względu na możliwość wzrostu i rozwoju. Wszyscy mamy dostęp do Boskiego światła i miłości - wystarczy , że się zatrzymamy, wsłuchamy i otworzymy na nie. Każdy z nas napotyka przeszkody i doświadczenia , które musi pokonać i z których musi się uczyć, aby móc się rozwijać i ewoluować. Bóg nas nie opuszcza, nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się trudne. Doświadczanie tego, co postrzegamy jako dobre i złe, jest niezbędne, byśmy mogli wzrastać. Boskie światło i miłość są częścią każdego z nas. Nie musimy ich szukać - wystarczy się na nie otworzyć.
Czy wróciły do ciebie sceny z przeszłości? Zobaczyłem , że będę chorował na raka płuc i że to przeżyję, żeby móc podzielić się tym z innymi.
Czy pojawiły się sceny z przyszłości? Sceny z przyszłości świata Zobacz powyżej.
Czy dotarłeś do jakiejś granicy lub ograniczającej struktury fizycznej? Nie
Bóg, duchowość i religia:
Jaka była twoja religia przed doświadczeniem? Nie jestem pewien Wychowany jako metodysta
Jaka jest teraz twoja religia? Rdzenny Amerykanin/Buddysta
Czy zmieniły się twoje wartości i przekonania z powodu tego doświadczenia? Tak Zobacz powyżej.
Odnośnie naszego ziemskiego życia poza religią:
Doświadczenie na przestrzeni czasu było: Zwiększające
Jakie zmiany zaszły w twoim życiu po twoim doświadczeniu? Zobacz powyżej.
Czy twoje relacje z ludźmi zmieniły się w jakiś szczególny sposób z powodu twojego doświadczenia? Moje małżeństwo przetrwało jeszcze 10 lat od momentu mojego NDE i rozpadło się, ponieważ zmieniło się moje postrzeganie miłości. Wtedy tego rozumiałem, ale moja miłość stała się miłością bezwarunkową a moja żona była przyzwyczajona do miłości z tymi wszystkimi wymaganiami, więc odeszła żeby szukać uczucia do którego była przyzwyczajona. Moja kariera zyskała dzięki mojej zdolności postrzegania innych takimi, jacy naprawdę są, i awansowałem na stanowisko kierownicze. Dzięki temu mogłem wprowadzić w zespole opieki zdrowotnej, z którym pracowałem, koncepcję środowiska uzdrawiającego.
Po Doświadczeniu Bliskości Śmierci (DBS):
Czy doświadczenie było trudne do wyrażenia słowami? Tak Słowa nie są w stanie opisać tego zdarzenia, miejsca oraz ogromnego, przytłaczającego uczucia miłości.
Czy masz jakieś psychiczne, niezwykłe lub inne specjalne zdolności po tym doświadczeniu, a których nie miałeś przed nim? Tak. Zobacz powyżej.
Czy jest jakiś fragment lub kilka fragmentów twojego doświadczenia, które są dla ciebie szczególnie znaczące lub ważne? Najgorsze było wrócić z powrotem do tego życia, wciąż czuję wewnętrzne pragnienie powrotu do Światła. Najlepsze są te pozytywne reakcje od ludzi, które otrzymałem dzięki temu, że żyłem swoją cichą posługą.
Czy kiedykolwiek podzieliłeś się tym doświadczeniem z innymi? Tak , Robię to otwarcie. Mam swoją stronę internetową poświęconą temu wydarzeniu, dzięki niej również zapraszano mnie do radia i telewizji.
Czy kiedykolwiek w twoim życiu cokolwiek odtworzyło jakąkolwiek część tego doświadczenia? Tak Opisane powyżej.
Czy są jakieś inne pytania, które moglibyśmy zadać, aby pomóc ci opowiedzieć o twoim doświadczeniu? Nie, jest naprawdę bardzo dobrze to skonstruowane. Po prostu za szybko się pospieszyłem z niektórymi pytaniami.